Wiara ma to do siebie, Że jeszcze po zniknięciu Nie przestaje działać. Ernest Reman

środa, 12 stycznia 2011

" BEZSILNOŚĆ "

Pomijając  fakt,  że  używanie  alkoholu  przeszkadza  uzależnionym  we  właściwy sposób  kierować  swoim  życiem,  bezsilność  nałogowców  wyraża się w  niezdolności  do  zaprzestania  lub  odpowiedniego  kontrolowania  użycia  tej substancji. Silne   pragnienie  użycia alkoholu,  spycha na  dalszy plan rodzinę, pracę,  życie  społeczne  i  towarzyskie, nieistotne  też  stają  się  szkody  dla zdrowia  fizycznego,  psychicznego  i  emocjonalnego.
Definicja  ta  może  wydawać  się  prosta  i  jasna. Jednak  niezdolność  do  jej pełnego  zrozumienia,  zaakceptowania  i  przyjęcia  jest  początkowo  dla  wielu osób  uzależnionych,  największą  przeszkodą  na  drodze  do  wyzdrowienia. Tradycyjna  postawa  społeczeństwa,  polegająca  na  piętnowaniu  i  zawstydzaniu każdego  dotkniętego  tym  szczególnym  schorzeniem,  jest  w  jakimś  stopniu winna  niechęci  aby  przyznawać  się  do  bezsilności.
W  pewnych  sferach  „umiejętność  korzystania  z  trunków”  uznawana  jest  za
oznakę  męskości  i  przynależności  do  „lepszego towarzystwa”, zaś  brak  tej  cechy  uchodzi  za  niemęski  i  nie przy stojący  objaw  słabości  moralnej.
Osoba  uzależniona  od  alkoholu  musi  nie  tylko  stawić  czoła  temu  sposobowi myślenia  i  etykietce  „pijak”,  ale  także  obawie  przed  utratą pracy  w  wyniku
przyznania  się  do  bezsilności  do  zmieniającego  samopoczucie  alkoholu.
Lecz  nawet  jeśli  postawa  społeczności  wydaje  się  chwilowo  utwierdzać  osobę
uzależnioną  w  ukrywaniu  problemu  i  jego  zaprzeczaniu,  to  tak  naprawdę  jest
ona  mniej  ważna  w  porównaniu  z  prawdziwymi,  osobistymi  powodami zaprzeczania.  Oto, gdzie, jak  się  wydaje, tkwi  szaleństwo  choroby  uzależnienia.
- Jak  ludzie  mogą  ignorować  rady  lekarzy,  którzy  mówią  im  że  dalsze            używanie alkoholu  poważnie  uszkodzi  ich  zdrowie  albo  ich  zabije ?
- Jak  może  ktoś  zagrożony  utratą  dobrej  pracy  z  powodu  używania  alkoholu zmieniających  jego  świadomość  ignorować  to  zagrożenie ?
- Jak  może  ktoś,  kto  staje  przed  możliwością  utraty  rodziny,  spowodowanej
piciem  nie  zważać  na  takie zagrożenie ?
- Jak  może  ktoś, kto  stwarza  zagrożenie  dla  życia  swojego  i  innych  prowadząc pojazd  „ pod wpływem ”, ignorować  takie  niebezpieczeństwo ?
- Jak  mogą  ludzie,  którzy  pijąc, stale  narażając  się  na  fizyczne  i  psychiczne męki kaca, nie  wycofać  się  z  tej  formy  autodestrukcji ?
- Czy  ci  ludzie  pozbawienie  są  rozumu  lub  uczuć ?
- Czy  tym  ludziom  na  niczym  nie  zależy ?
- A  może  są  bezsilni  do  robienia  czegokolwiek  poza  tym ?
Myślimy,  że  prawdą  jest, iż  ludzie  ci  posiadają  rozum, uczucia  i  że  im  zależy. Są  jednak  bezsilni  aby  robić  cokolwiek  poza  tym.
Zaprzeczanie  bezsilności  jest  obłędem  nałogowców. Odmowa,  by  stawić  czoła rzeczywistości  i  przyjęcia  jej,  również  jest  obłędem.  Pragnienie  użycia  alkoholu zmieniającego   samopoczucie,  wypiera  całą  logikę, uczciwość  i  jakiekolwiek  inne myślenie. Pragnienie  to  sprawia,  że  pijący  jest  bezsilny  wobec  alkoholu,
i  wymaga  zaprzeczenia  tej  bezsilności.  Pragnienie  lub  potrzeba  jest  silniejsza niż  tylko  zły  nawyk,  jest  tak  silna,  gdyż  jest  chorobą.
Tu  zaczyna  się  niezdolność  do  kierowania  swoim  życiem.
NIEZDOLNOŚĆ DO KIEROWANIA SWOIM ŻYCIEM

Kiedy  myślimy  o  Kroku  Pierwszym,  myślimy  o  początku  procesu  powrotu  do
zdrowia  z  choroby  uzależnienia  alkoholowego.
Tak  jak  w  procesie  powrotu  do  zdrowia  z  każdej  innej  choroby  powinniśmy zajmować  się  przyczynami  problemu.  Jest  bardzo  ważne,  by  położyć  nacisk, (zwrócić uwagę)  na  właściwe miejsce.  Jeśli  myślimy, że  przyczyną  problemu
jest  zmieniający   samopoczucie  alkohol  a  nie  chęć  jego użycia  nacisk
kładziemy  na  niewłaściwe  miejsce. Jeżeli  uzależniona  osoba  w  ten  sposób  podchodzi  do  pierwszego kroku procesu  powrotu  do zdrowia,  to  może  mieć przeświadczenie,  że  problem  tkwi  w  fakcie,  iż  pije  zbyt  dużo.  Może  być  przekonana,  że  przyczyną  problemu  są  kłopoty  rodzinne, napięcia  w  pracy  czy  też  miejsce  zamieszkania,  otoczenie.  Wierzy,  że  kiedy  one  ulegną  zmianie,  zdoła  opanować  uzależnienie.
W  rezultacie  ludzie  uzależnieni   widzą  w  sobie  ofiary  zarówno  „wódy”, jak
i  niesprzyjających  okoliczności.
Tak  myślący,  może  prawdopodobnie  chętnie  przyznać  się  do  bezsilności  wobec
alkoholu  i  przyznać   także,  że  traci  zdolność  do  kierowania  życiem. Jednak uzależniony,  może  także  wygodnie  dla  siebie,  unikać  bolesnej  konieczności  by przyjąć  odpowiedzialność.  Odpowiedzialność  ta  wymaga  rozważenia  czy  alkohol
używany  przez  nieuzależnionych  od  alkoholu  ludzi  jest  naprawdę  źródłem
problemu,  czy  jest  nim  nieodparta  potrzeba jego  użycia  przez  konkretną  osobę. Pragnienie  picia   jest „ elementem  choroby ”, o  którego usunięcie  z  naszego życia, pokornie  prosimy  Boga, Siłę  Wyższą  w  programie  A A.
Kroki  w  programie  AA  nie  są  skierowane  na  usunięcie  ze  świadomości alkoholu, lecz  na  naprawienie  (wyeliminowanie)  naszej  obłędnej  potrzeby picia.
Mając  to  na  uwadze,  ważne  jest  nie  tylko  przyznanie  się  do
bezsilności  wobec alkoholu,  ale  również  swoich  wad.
Alkoholik,  traci  dwa  ważne  czynniki  decydujące  o  uporządkowanym,  wolnym
od alkoholu  życiu. Pierwszy  to  zdrowa - wypływająca  z  poczucia  swojej  godności
samoocena. Drugi  to  zdolność  do  rozpoznawania  uczuć  i  dzielenia  się  z  nimi
w  pozytywny  dojrzały  sposób.
Wydaje  się, że  to  co  ludzie  odczuwają  wobec  siebie  samych,  ma  wielki  wpływ na  sposób  w  jaki  traktują  alkohol  i  w  jakim  stopniu  potrzebują  go  pić, a  także czy  popadają  w  uzależnienie  od  nich  czy  też  nie.  Wydaje  się  również  że
to  czy  alkoholik  zdolny   jest  konstruktywnie  rozpoznać  uczucie strachu, nadmiernej  dumy,  winy,  litości  nad  sobą,  rozżalenia,  czy  też  pozwoli  by  napór tych  uczuć  spychał  go  na  pozycje  obronne,  jest  decydującym  czynnikiem
w  rozwoju  choroby.
Jeśli  alkoholik  nie  potrafi  poradzić  sobie  z  uczuciami  nieuzasadnionego strachu,  może  stać  się  ono  do  tego  stopnia  przesadne  i  obsesyjne,  że
nawet   tak  proste  czynności  jak  wyjście  do  pobliskiego  sklepu , czy  też odebranie  telefonu,  stają  się  niewykonalne  bez  uprzedniego  wypicia.
Przesadna  duma  sprawia,  iż  alkoholik  czuje  się  w  obowiązku  nigdy  nie  zawieść  w  żadnym  działaniu,  ukrywać  i  zaprzeczać  najzwyklejszej  ludzkiej
abości,  by  nie  stracić  uznania  w  oczach  innych.  Alkohol pozwala  mu  uzyskać
poczucie,  że  spełnia  postawione  sobie  wymagania.
Również  poczucie  winy  spowodowane  świadomością,  że  udaje  kogoś  kim  tak
naprawdę  nie  jest,  alkoholik  próbuje  zagłuszyć  używając  alkoholu. W  efekcie próby  uciszenia  konfliktów  i  bycia  miłym  dla  innych,  pozwala  innym  dominować.  Wówczas  staje  się pełny  rozżalenia,  pozwala  innym  dominować.
Wówczas  staje się  pełny   rozżalenia  i  litości  nad  sobą  dlatego,  że  inni  robią
To,  do  czego  sam  ich  zachęcił.  To  z  kolei  dostarcza  wystarczającego usprawiedliwienia,  aby  uciekać  się do alkoholu,  w  celu  poprawy  samopoczucia. We  wszystkich  tych  przypadkach,  alkoholik  zezwala  uczuciom  na  przejęcie kontroli  nad  nimi.  Poprzez  zwiększenie  zapotrzebowania  na  alkohol, by rozładować  niepokoje  i  frustrację,  sam  stwarza  zależność  od  alkoholu.
Doświadczenie  wielu   alkoholików   w AA,  którzy  opanowali
chorobę,  wydaje  się  potwierdzać  konieczność,  by  alkoholicy  uczciwie
i  szczerze  przyjrzeli  się  sobie  samym. Oni  pełni  lęków,  rozżalenia, egocentryzmu,  litowania  się  nad  sobą, niechęci  do  siebie,  tak  naprawdę  są ludźmi,  którzy  w  odruchu  obronnym  zaprzeczają  wszystkiemu,  uciekają  się  do alkoholu  w  daremnym  wysiłku  by  wspierać  to zaprzeczanie  i  by  złudzenie  wydawało  się  rzeczywistością. Osoba  dojrzała  potrafi  radzić  sobie  z  takimi uczuciami,  nawet  jeśli  dopuściwszy  je  odczuwa   niepokój  i  frustrację. Ludzie uzależnieni  w  odruchu  obronnym  zaprzeczają  takim  uczuciom,
uciekają   „ strzelając lufę ”.
Potrzeba  zmiany  tych  uczuć  za  wszelką  cenę,  jest  częścią  niezdolności
do  kierowania  swoim  życiem.
Nikt  oczywiście  nie  obiera  takiej  drogi  celowo  nawet  jeśli  wszyscy  pragniemy mieć  dobre samopoczucie.  Może  to być  przypadłość  wrodzona  lub  nabyta wskutek  wpływu  otoczenia,  albo  też  wskutek  kombinacji  obu  tych   czynników. Lecz pytanie  „jak”  i  „dlaczego”, nie  jest  ważne  w  procesie  powrotu  do  zdrowia. Człowiek  nie  musi  wiedzieć  jak  i  dlaczego  złamał  nogę, ażeby  skutecznie  ją leczyć.
Najważniejszą  sprawą  jest  rozpoznanie  i  przyznanie,  że  istnieje  nieodparta
potrzeba  picia  alkoholu,  oraz  że  osoba  dotknięta
takim  nieszczęściem,   pozostawiona  sama  sobie  jest  bezsilna  i  potrzebuje pomocy.   


Kogoś,  kto  ma  potrzebne  zasoby  sił.

Opracował :  SIGIMUND

środa, 5 stycznia 2011

" MODLITWA O POGODĘ DUCHA "


Oryginalna modlitwa o Pogodę Ducha została napisana na kawałku papieru przez Reinholda Niebuhra i była odmawiana na zakończenie nabożeństwa kościelnego w niedzielę. Później na prośbę przyjaciela dał mu ją. Mówi się, że wersja stosowana na mitingach Anonimowych Alkoholików została znaleziona w gazecie w dziale z nekrologami. Bez względu na to jak alkoholicy podchodzili do tej specyficznej wersji zaczęli ją stosować.
Modlitwa o Pogodę Ducha pomogła wielu zdrowiejącym ludziom, którzy usiłują zaakceptować swoją chorobę. Pomaga w robieniu rachunku sumienia, w staraniach w zadośćuczynieniu innym ludziom, zaakceptowaniu Woli Bożej w ich życiu tylko w ciągu jednego dnia.

Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić,
odwagi,
abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości,
abym odróżniał jedno od drugiego.




  Pełny tekst modlitwy, której autorstwo przypisują niektóre źródła  Markowi Aureliuszowi


Boże, użycz mi pogody ducha
Abym godził się z tym
Czego nie mogę zmienić
Odwagi
Abym zmieniał to
Co mogę zmienić
I mądrości
Abym odróżniał jedno od drugiego
Pozwól mi co dzień
Żyć tylko jednym dniem
I czerpać radość chwili, która trwa
I w trudnych doświadczeniach losu
Ujrzeć drogę wiodącą do spokoju
I przyjąć - jak Ty to czyniłeś -
Ten grzeszny świat takim
Jakim on naprawdę jest
A nie takim, jak ja chciałbym go widzieć
I ufać, że jeśli posłusznie poddam się Twojej woli
To wszystko będzie jak należy
Tak, bym w życiu osiągnął umiarkowane szczęście
U Twego boku, na wieki posiadł szczęśliwość nieskończoną.

Przedruk z "MITYNG" - biuletynu AA wydawanego przez Region Warszawa Numer 17 kwiecień / maj 1996

Odrzuciłem kamień grobu
– znów na powierzchni
Kolejne ziarna przeżyć poniosę
– będą mi wsparciem
Blizna pozostała 
– jednak przypomni krzywdy swych cierpień
Będę szedł naprzód
choć życie karuzelą uczuć
od radości poprzez rozpacz do szczęścia


 

 Modlitwa o łaskę pogody ducha św. Tomasz More

 

 Zechciej mi dać zdrowy żołądek Panie, a także coś niecoś do jedzenia. 

Zechciej mi dać, o Panie, zdrowie ciała i umiejętność zachowania go.

Zechciej mi dać o Panie, świętą duszę, która ma stale na oku to, co jest dobre i czyste. 

Spraw, abym w obliczu pokusy do grzechu nie wpadał w strach, ale umiał znaleźć sposób przywrócenia wszystkim rzeczom należytego porządku. 

Zechciej, o Panie, dać mi duszę, której obca jest nuda i która nie zna szemrania, wzdychań i utyskiwań. 

Nie pozwól, żebym kłopotał się zbyt wiele wokół tego panoszącego się czegoś, co się nazywa moje “ja”. 

Panie, obdarz mnie zmysłem humoru. Daj mi łaskę rozumienia się na żartach, abym zaznał w życiu trochę radości, a i innych mógł nią obdarzać. 

Amen. 

Opracowanie :  SIGIMUND

poniedziałek, 27 grudnia 2010

" Z NADZIEJĄ W NOWY ROK "

 W nowym roku nie powinniśmy godzić się na nijakie, bezbarwne życie. Na łatwiznę półśrodków w stawianiu Kroków; na zbyt wiele banału, monotonii i rutyny w naszym życiu na trzeźwo. Nie jeśli chcemy zachować trzeźwość.
Wciąż musimy poszukiwać czegoś lepszego niż nuda  i apatia; lepszego niż tak zwane przeciętne życie; lepszego niż miernota.
Nikt z nas nie żyje w sposób na tyle krzepiący, aby mógł być zdolny - nie załamując się
- do zmierzenia się ze stresami, na które jesteśmy dziś nieuchronnie narażeni. 
Skoro jesteśmy alkoholikami, to nie powinniśmy raczej dążyć do tego, żeby być „tacy jak wszyscy", tak samo „zwykli" i „pospolici", tak samo „mdli". Prawdę mówiąc, nic nie wiemy o tym, jak to jest być kimś „zwyczajnym" - czyli nie alkoholikiem - toteż nie powinniśmy wbijać sobie do głowy zakłamanej myśli, że będziemy żyli niby to „normalnie". Nie! 
Poczucie odmienności nadal jest nam  potrzebne. Skoro za pomocą alkoholu, wypróbowaliśmy już toksyczny, zabójczy sposób na bycie „odmiennym", to teraz spróbujmy sposobu, jakim są Kroki
– droga zdrowia i radości. Dwanaście Kroków to specyficzne lekarstwo na to, co nam dolega, 
czyli na alkoholizm. One są drogą do tego, żebyśmy stali się „innymi", a w dodatku poczytalni
i zdrowi duchowo.
Kluczem do przyjęcia programu AA w całości - w takiej postaci, w jakiej przekazali go nam pierwsi członkowie Wspólnoty - nie jest perspektywa stania się jakimś tam odpychającym świętoszkiem. Już raczej „grozi" nam to, że będziemy żyli naprawdę w pełni i świadomie.
Musimy uwierzyć, że jeśli nie zaakceptujemy wszystkiego, co ten Program oferuje i odwrócimy się od niego jako od czegoś, na co „się umawialiśmy", to niewykluczone, że się napijemy.
Jeśli Dwunastu Kroków AA nie potraktujemy poważnie i nie przyjmiemy ich w pełni,
to nie możemy oczekiwać, że będziemy inni.
Tej inności w nadchodzącym 2011 roku życzę wam wszystkim jak i sobie samemu.

SIGIMUND

sobota, 11 grudnia 2010

" DLACZEGO MAMY SIĘ NIE ŚMIAĆ ? "

" WĄTROBA "
Przychodzi pacjent do lekarki i się skarży:
- Pani doktor!  boli mnie wątroba
- A czy pan pije? - pyta lekarka
- Piję,  ale nie przechodzi

EWENTUALNIE MOGĘ TRZEŹWIEĆ, ALE...

..A kiedy tak patrzę sobie na świat z pozycji zalet, z pozycji wad, nieważne słowa, liczą się czyny, droga do celu do którego dążymy.
..A kiedy tak patrzę sobie na świat z pozycji zysków, z pozycji strat, czyste uczucia nie są na sprzedaż, czystej miłości kupić się nie da.


Czasami alkoholicy przytomnieją. Chcą wyrwać się nałogu. Często na początku uważają, że mogą stawiać warunki. Niby komu? Ale stawiają. Powoli, jeżeli zachowują życie, dojrzewają do przyjęcia warunków. Niezwykłą rzadkością są alkoholicy, którzy za pierwszym razem „zaskoczą” i już nigdy nie wrócą do nałogu. Nie dodaje im to splendoru. Prawdopodobnie doprowadzili się już do takiego stanu, pijąc alkohol i przez to pogrążając się w nałogu, że nie mają już innego wyjścia. U takich podstawową motywacją jest demolka organizmu. Motywacją bywa również demolka umysłowa. Jedni i drudzy zdają sobie sprawę co zrobi z nimi następna degustacja alkoholu. Jednak większość ma za sobą ogrom nieudanych prób i dopiero to skłania ich do konkretnych działań.
W moim przypadku nie było inaczej i dopiero to wszystko razem było przyczyną obrania przeze mnie nowej drogi. Przykry ale zbawczy był fakt że nie było obok mnie już nikogo kto mógłby wspierać mnie w piciu i kto by się mógł ulitować nad zatraconą, pijaną mą duszą.
Liczne moje próby leczenia były tylko stratą czasu,  musiałem  dopiero dojrzeć do bycia trzeźwym i pozbyć się złudzeń, by osiągnąć zamierzony cel.
By wyruszyć w drogę musiałem zacząć od pierwszego kroku. Inaczej się nie dało. Chociaż uwierzę, że ktoś uznaje, że ma skrzydła i krok pierwszy może pominąć.
Pierwszy krok wychodzenia z alkoholizmu był i jest podstawą jak pierwsze przykazanie w dekalogu. Musiałem uznać, że picie alkoholu jest szkodliwe, nie przynosi i już nigdy nie przyniesie, żadnego pożytku w moim życiu i życiu otoczenia. Ale to nie koniec, porażka alkoholowa nie polega jedynie na tym, że pije się bez umiaru, wtedy, kiedy się pić nie chce, a zwłaszcza, jak nie można. Porażka alkoholowa polega również na tym, że tak bardzo zatraciło się w uzależnieniu, że nic innego nie ma już znaczenia. Im szybciej się to zrozumie, tym mniejsza degrengolada w alkoholowym upodleniu. Żeby być upodlonym przez nałóg, wcale nie trzeba stać się ludzkim śmieciem. Ale ludzki śmieć, którym byłem, by się nimi stać, musiał spełnić podstawowy warunek – pić alkohol. Nie miało
to znaczenia, czy butelka kosztowała 50zł, czy 5. Potrzebny był alkohol, a nie jego rodzaj.
Z takim przekonaniem, uznając że jestem bezsilny wobec alkoholu, dopiero mogłem rozpocząć trzeźwienie i pracę nad sobą. Dziś mnie to przeraża ale wówczas chciałem sobie pozostawić mnóstwo otwartych furtek. Furtek którymi mógłbym w razie czego wyjść, gdyby trzeźwienie okazało się zbyt trudne. A gdzie? chyba wiadomo.Chciałem trzeźwieć na własnych zasadach żeby tylko to nowe życie zbyt bardzo nie różniło się od starego. By zbyt bardzo nie odbiegało od życia zdrowych ludzi. Wypisz, wymaluj, marzenia beznogiego kaleki który chciałby biegać. A przecież wystarczyło tylko zrobić porównanie rzeczy których robić nie mogę na trzeźwo a rzeczy których bym na pewno nie zrobił po pijanemu i wyszło że całe moje aktywne życie leży po stronie trzeźwej. Dużym problemem w początkowej fazie, który musiałem rozwiązać,  była moja niechęć do mityngów. Twierdziłem że jest to strata czasu że są nudne i w ogóle chciałem się bez nich obejść.
Dziś nie wyobrażam sobie bym raz w tygodniu nie uczestniczył w mityngu, bym nie spotkał się z przyjaciółmi. Moja potrzeba bycia na mityngu jest porównywalna do potrzeby odetchnięcia świeżym powietrzem, lub kiedyś, napicia się. By być trzeźwym niestety ale trzeba zaakceptować pewniki które  proponuje A.A. i nie znam innego sposobu który byłby alternatywą  do tego programu. 
Tym  którzy nie piją - Do zobaczenia  w trzeźwości !
A  tym co jeszcze piją - Do zobaczenia w przyszłości !

SIGIMUND

środa, 1 grudnia 2010

DLACZEGO MAMY SIĘ NIE ŚMIAĆ ?

 " POTRZEBNA POMOC "

Noc. Facet śpi z żona w łóżku, gdy nagle budzi ich głośne walenie w drzwi. 
Przewraca się na bok i patrzy na zegarek, jest trzecia w nocy.
-Kurde, nie będę się o tej porze zrywał z wyra  i przewraca się na drugi bok.
Słychać głośniejsze łup łup łup.
- Idź otwórz, zobacz kto to, 
- mówi żona.

No więc zwleka się półprzytomny i schodzi na dół. 
Otwiera drzwi, a na progi stoi facet, od którego jedzie alkoholem:
- Dobry wieczór!
- bełkocze. 
- Czy mógłby pan mnie popchać?
- Nie! , spadaj facet, jest trzecia w nocy. Wywlokłeś mnie z łóżka.
- warczy zły i zatrzaskuje drzwi.
Wraca do żony i mówi co zaszło.
- No co ty, jak mogłeś? 
- mówi żona. 
- A pamiętasz, jak nam kiedyś zepsuł się samochód, kiedy jechaliśmy odebrać dzieci z kolonii 
i sam musiałeś pukać do kogoś, żeby nam pomógł? 
Co by się  stało, gdyby też ci wtedy powiedział żebyś spadał ?
- Ale kochanie, on był pijany!
- Nieważne, potrzebował  pomocy.
No wiec  jeszcze raz zwleka się z łóżka, ubiera  i schodzi na dół.
Otwiera drzwi, ale z powodu ciemności nic nie widzi, więc woła:
- Hej! , czy nadal trzeba pana popchać?
Z ciemności dochodzi glos:
- Taaaa...
Ale ponieważ nadal nie potrafi zlokalizować faceta, krzyczy:
- Gdzie pan jest...?
- W ogrodzie...!
- Ale gdzie...?
- Na  huśtawce...!

" SPACERKIEM PO BLOGACH "

" PRZYJEMNOŚCI TRZEŹWEGO ŻYCIA 
- czyli     NIEZNOŚNA  LEKKOŚĆ BYTU BEZ KACA "
Zmiany w sposobie życia to trudne wyzwanie. Decyzja o abstynencji (od alkoholu, narkotyków, gier hazardowych itp.) to trudny krok. To wszystko służyło przecież z początku osiąganiu przyjemnego stanu, potem dopiero stopniowo zmieniło się w koszmar - dla samego uzależnionego i dla jego bliskich. Po pewnym czasie terapii i rehabilitacji oswajasz się stopniowo ze swoją decyzją o zmianie w życiu, rodzina nabiera zaufania, pracujesz, dbasz o siebie, coraz rzadziej masz ochotę na powrót do nałogowych, starych zachowań. Ale czasem przychodzi moment, gdy zastanawiasz się:
"No nawet jest dobrze. I co z tego?"
"Jest nie najgorzej, ale czy o to chodziło?"
"Co ja mam z takiego życia?"
"Niby wszystko w porządku, czuję się dobrze, życie się toczy, ale czy ja jestem szczęśliwy/a?"
"Praca i dom, a gdzie "odskocznia" od tego, co na co dzień?" 

Pojawia Ci się poczucie, że czegoś brakuje.
-Jak to było kiedyś ?
Po okresie aktywnego uzależnienia pozostają też, oprócz przykrych, także i miłe wspomnienia. Trudno z nimi walczyć i usuwać je z pamięci, ale częste rozpamiętywanie ich może skończyć się nawet powrotem do picia, hazardu, brania narkotyków. Warto szukać innych sposobów na sprawienie sobie przyjemności, aby "kolorowe wspomnienia" z okresu imprez nie były aż tak pociągające.
-Same obowiązki - a gdzie nagroda?
Jak mówi stare przysłowie, "nie samym chlebem człowiek żyje" - czyli oprócz pracy potrzebujemy wypoczynku, przyjemnego spędzania czasu, zajęcia się czymś z pasją dla własnej satysfakcji. Nie każdy może powiedzieć, że jego praca zawodowa to jego hobby, a nawet jeżeli tak jest, to warto zajmować się czymś jeszcze poza pracą, chociażby w niewielkim stopniu.
-"Powinienem", a "chcę"
Początki trzeźwienia są trudne. Trzeba spłacić długi (u znajomych, w bankach, itp.), odzyskać zaufanie rodziny. Ale już w pierwszych tygodniach trzeźwienia warto szukać sobie choćby drobnych przyjemności: sportu, hobby, czegokolwiek, co będzie miłe i do czego chętnie wrócisz, jeśli znajdziesz chwilkę czasu. Miej na uwadze, że:
* powinieneś pracować, zarabiać, aktywnie uczestniczyć w życiu rodziny, ale dbać też o swoje potrzeby, mieć chwilę czasu dla siebie.
* warto przypomnieć sobie, czego chcesz - wrócić do marzeń sprzed uzależnienia - co było ważne, czy nadal jest, o czym śniłaś, marzyłeś. Może to będą wskazówki, gdzie szukać satysfakcji?
-Przyjemności są pożyteczne
Bardzo często "odkupując swoje winy" z okresu uzależnienia, możesz tak bardzo skupić się na pracy i innych ważnych obowiązkach życiowych, które niegdyś zaniedbywałeś, że zabraknie Ci czasu na jakiekolwiek przyjemności. Jeśli tak się stanie, uważaj! To prosta droga do znalezienia się w punkcie wyjścia - taki tryb życia może Cię znużyć i znowu zaczniesz poszukiwać nałogowych rozwiązań, aby doznać ulgi. Musisz zatem zatroszczyć się o to, aby tak się nie stało. Oderwać się od "codziennych obowiązków" można na wiele różnych sposobów. Postaraj się zatem, aby Twe życie nie było jedynie wypełnianiem monotonnych obowiązków i spraw sobie czasem trochę przyjemności. Życie bez nałogu nie oznacza życia bez przyjemności, wręcz przeciwnie.
-Styl życia
Pasja czy hobby w świetny sposób organizuje życie. Siedząc w pracy wyobrażasz sobie, jak za 6 godzin zarzucisz wędkę, czas szybciej mija, a szef jakoś mniej drażni. Cieszysz się z zarobionych pieniędzy, bo chociaż odrobinkę z nich wykorzystasz na to, co lubisz robić. Rzadko kiedy zdarza się, że się nudzisz i nie masz pomysłu na spędzenie czasu. Zajmujesz się czymś regularnie, tydzień masz uporządkowany. Poznajesz nowych ludzi, którzy robią to, co Ty. Twoje dzieci widzą zadowoloną z siebie osobę z pomysłami, "wciągają się" w taki sposób życia, uczą się nowych rzeczy. Jest większa szansa, że same też znajdą sobie ciekawe dla nich zajęcie, kiedy mają dobry przykład.
-Jak to zrobić, żeby zacząć?
Początki jak zwykle są trudne - brakuje przyzwyczajeń. Ciężko zabrać się za coś nowego, nie wiadomo czy wracać do poprzednich zainteresowań. Warto nastawić się na "okres przejściowy". Jeśli wybierasz wędkowanie, pamiętaj, że z początku będą takie dni, kiedy nie będzie ci się chciało nigdzie wyjść. Wtedy trzeba się trochę zmusić. Jeśli okaże się, że to jest to, co lubisz, już po kilku tygodniach będziesz wybiegać z domu nawet wtedy, gdy będzie lało. Jeśli nie, szukaj czegoś innego, bo najwyraźniej już Cię to nie "kręci" tak, jak kiedyś. Może od razu, a może po kilku próbach w końcu znajdziesz coś, co przerodzi się w...
..."pozytywne uzależnienie".
To coś takiego, co zajmuje Twój czas i poświęcasz temu sporo uwagi, ale zajmowanie się tym powoduje, że czujesz się coraz lepiej, lubisz się tym zajmować, sprawia Ci to radość i satysfakcję. Robisz postępy w tej dziedzinie (np. łowisz coraz większe ryby J ), a jednocześnie robisz to w swoim tempie, nie ma niezdrowej konkurencji. 

"Pozytywne uzależnienie" na początku wymaga wysiłku (bo się nie chce, nie ma czasu itp. - no i trzeba się trochę pomęczyć oraz poczekać na efekty), ale za to potem daje mnóstwo satysfakcji i wiary we własne siły. W uzależnieniu od środków psychoaktywnych jest dokładnie odwrotnie - prawie od razu jest ulga lub przyjemność, ale wkrótce potem słono się za to płaci.
Trzeźwienie jest drogą rozwoju osobistego. Na pewnych jego etapach robisz sobie podsumowanie swoich dokonań i zadajesz sobie różne pytania. Wtedy często okazuje się, że są takie rzeczy i sprawy, które kiedyś były bardzo ważne dla Ciebie, a potem "jakoś się to rozeszło" w trakcie picia. Warto wrócić do tych aktywności, poszukać nowych celów - żeby trzeźwienie było pracą nad sobą połączoną z przyjemnością i dawało satysfakcję.

Autor: Paulina Chocholska